Rymozachwyt i rymowstręt
Czasem
rym wchodzi tak bez pukania,
podkręca wersy – do zakochania.
Czasem się czai, łasi i snuje
jak kot, co nocą swe sny maluje.
Bywa, że rym się rwie oraz krztusi,
jakby go wers ten za mocno dusił,
albo się wciska na siłę, z musu,
choć go nikt nie chce – w akcie przymusu.
Czasami śpiewa, gra jak orkiestra,
płynie spokojnie słowna palestra,
niesie fraz pięknych dźwięczną lawinę
i wciąga w nową barwną krainę.
Lecz kiedy rządzi zbyt ostrą ręką,
myśl się ugina pod rymów szczęką,
sens się zaciera w blasku ozdoby,
zostają tylko rymowe groby.
Więc rym to sojusz – nie przymus słowa,
choć twardy bywa jak ta okowa,
czasem zaskoczy – czekaj cierpliwie –
wraca cichutko, działa skwapliwie.
Raz rymią głowy, a raz ogony
albo gdzie indziej siedzi skulony.
Czasem półgłosem, a czasem krzykiem,
czasami pęka jakby był klikiem.
Czy rym to tylko forma po formie,
czy też serc echo bijących w normie?
Możesz go kochać albo przeklinać,
lecz gdy zamilknie – będziesz wspominać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz