kosmiczny teatr
na krańcach mgławic
powoli podnosi się kurtyna
spektakl już płynie
grawitacyjny sufler
wypycha na scenę protogwiazdę
spowitą pyłem
wiruje
zapada w siebie
tli się od wewnątrz
wodór
intonuje hymn zapłonu
hel
skuwa rdzeń przyszłości
gwiazda świeżo rozpalona
trwoni wieczność w ekstatycznym pędzie
karmi otchłań światłem
rozprasza noc wszechświata
lecz czas
wierny własnej obojętności
nie daje ulgi
olbrzymy
pęcznieją niczym napięte membrany
zjadają się od środka
pękają w furii supernowej
inne
odchodzą niezauważone
białe karły
jak gasnące latarnie
w długim korytarzu istnienia
albo
skulone w absolut
pieczętując kres
stają się studniami ciemności
a jednak
każda z nich
zostawia nikły ślad
w księdze rozproszonego światła
gwiazdy rodzą gwiazdy
z ich popiołu kiełkują światy
my
pył gwiezdnej pamięci
gramy role
w innym przedstawieniu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz