Fafik
Krople
deszczu wystukują poranny rytm o parapet to deszcz
prawdopodobieństw uderza w krawędź dnia pies Fafik staje się
ekscytacją pola możliwości w rurach woda dzwoni namiętnie
kubraczek skrojony na psią miarę to mała wyspa porządku
w entropii osiedla ochroni przed zabużskim chłodem zada szyku
obróci oczodoły tych co gwiżdżą na kwantową naturę bytu za nic
mają szarość przemokniętą liszajem ozdobioną schodząc klatką
ludzkich stopni przybije piątkę ze mną sąsiadem nieobojętnym
na ten kolaps funkcji falowej w stronę radości spotkania bożych
stworzeń a ci co pod parasolem niosą własną oschłość próbują
tylko wyzerować wszechświat zapięci na ostatni guzik determinizmu
bojąc się że deszcz przemoczy im starannie wyliczony brak sensu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz