entropia
poranna
nad
ranem
pokój w rozsypce:
wódka paruje z kieliszków,
powietrze gęste od strat.
na
parapecie martwa ćma
kruszy skrzydła w pył.
człowiek
– wiadomo – gość
we własnej skórze,
między wybuchem
a wybuchem.
dumne
pomniki –
pośmiewisko na manewrach
rozpadu.
wszystko osiada.
temperatura wyrównuje
oddech.
tylko
skowronek
tnie świt
na kwanty dźwięku.
bez
komentarza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz