niedziela, 5 stycznia 2025

tamten grudzień

 

tamten grudzień

 

niedzielny poranek
za oknem
śnieg
śnieży telewizor
echem Wielkiego Wybuchu

zdejmuję
tylną osłonę
szukam przyczyny
to ważne
trójka dzieciaków
czeka na Teleranek

dzwonek do drzwi
w progu staje
Ojciec
wojna
zbieraj się
jedziemy do domu


milcząco
na dworzec PKS-u
bez słowa w podróży
nagle postój
trzech żołnierzy
uzbrojonych w karabiny maszynowe
legitymuje podróżnych

naprawdę wojna
tylko
między kim a kim
kto napadł
czyżby weszli

nie weszli
swoi
wystąpili zbrojnie
przeciw swoim

 

nie wierzę
jak tak można
ściszone rozmowy
w autobusie
zdradzają powagę stanu
(jeszcze nie wiem jakiego)
internują
(słyszę)
zamykają
odbierają

wolność i marzenia

w domu
gorący
matczyny obiad
zjedzony
w pośpiesznym milczeniu
radio też milczy
o stanie wody na Bugu we Włodawie
notorycznie ogłasza
inny stan
STAN WOJENNY

w telewizji
mundurowy spektakl
jednego aktora

monolog
pełen beznamiętnej wrogości
ciemne okulary

w tle krakanie
czerwonej WRONy
pozbawia wszelkich złudzeń
 
szybko
zapada zmrok
grudniowe złączenie
dnia z nocą
wzmacnia grozę

zamykam oczy
rzucony na tapczan
silniejszą grawitacją
bezsilności
wpadam w pustkę




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz