tamten
grudzień
niedzielny poranek
za oknem
śnieg
śnieży telewizor
echem Wielkiego Wybuchu
zdejmuję
tylną osłonę
szukam przyczyny
to ważne
trójka dzieciaków
czeka na Teleranek
dzwonek do drzwi
w progu staje
Ojciec
wojna
zbieraj się
jedziemy do domu
milcząco
na dworzec PKS-u
bez słowa w podróży
nagle postój
trzech żołnierzy
uzbrojonych w karabiny maszynowe
legitymuje podróżnych
naprawdę wojna
tylko
między kim a kim
kto napadł
czyżby weszli
nie weszli
swoi
wystąpili zbrojnie
przeciw swoim
nie wierzę
jak tak można
ściszone rozmowy
w autobusie
zdradzają powagę stanu
(jeszcze nie wiem jakiego)
internują
(słyszę)
zamykają
odbierają
wolność i marzenia
w domu
gorący
matczyny obiad
zjedzony
w pośpiesznym milczeniu
radio też milczy
o stanie wody na Bugu we Włodawie
notorycznie ogłasza
inny stan
STAN WOJENNY
w telewizji
mundurowy spektakl
jednego aktora
monolog
pełen beznamiętnej wrogości
ciemne okulary
w tle krakanie
czerwonej WRONy
pozbawia wszelkich złudzeń
szybko
zapada zmrok
grudniowe złączenie
dnia z nocą
wzmacnia grozę
zamykam oczy
rzucony na tapczan
silniejszą grawitacją
bezsilności
wpadam w pustkę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz